Strona główna / Ciekawostki / Azjatycki rynek paliw w ogniu.

Azjatycki rynek paliw w ogniu.

tankowanie samolotu

Kryzys w Cieśninie Ormuz uderza w globalną gospodarkę.

Gwałtowny wzrost cen paliwa lotniczego w Azji to dopiero początek. Eksperci ostrzegają: to, co dzieje się w hubach handlowych w Singapurze, to wczesny sygnał ostrzegawczy. Ekonomiczne reperkusje wojny na Bliskim Wschodzie wkrótce staną się bolesną rzeczywistością dla odbiorców energii na całym świecie.

Sytuacja na rynkach paliwowych przypomina obecnie scenariusz z najgorszych kryzysów energetycznych ostatnich dekad. W azjatyckim centrum handlowym, Singapurze, ceny paliwa lotniczego wzrosły w ciągu zaledwie jednej doby o rekordowe 72%, osiągając poziom 225,44 USD za baryłkę. To bezpośredni efekt paraliżującego strachu o przyszłe dostawy przez strategiczną Cieśninę Ormuz.

Wąskie gardło światowej energetyki.

Przez Cieśninę Ormuz przepływa dziennie około 20 milionów baryłek ropy i produktów rafinowanych – to blisko jedna piąta światowego zużycia. Obecne zakłócenia w transporcie, wywołane eskalacją konfliktu między USA i Izraelem a Iranem, postawiły rynek w stan najwyższej gotowości.

Od 27 lutego, kiedy rozpoczęły się działania militarne, cena paliwa lotniczego wzrosła o niewyobrażalne 140%. Choć administracja Donalda Trumpa podejmuje spóźnione próby zabezpieczenia drożności szlaku dla tankowców, inwestorzy pozostają sceptyczni. Paliwo lotnicze jest „najsłabszym ogniwem” w łańcuchu dostaw – wymaga specjalistycznego przechowywania, co przekłada się na tradycyjnie niskie poziomy zapasów. Każde wahnięcie w podaży uderza w ten segment najmocniej.

Rafinerie w odwrocie: Indie i Chiny wstrzymują eksport.

Panika na giełdach znajduje odzwierciedlenie w realnych działaniach gigantów naftowych. Indyjska rafineria Mangalore Refinery and Petrochemicals (MRPL), przetwarzająca 300 000 baryłek dziennie, wstrzymała eksport paliw, by zabezpieczyć potrzeby wewnętrzne. To potężny cios, biorąc pod uwagę, że zakłady te eksportowały dotychczas 40% swojej produkcji.

Jeszcze bardziej niepokojące sygnały płyną z Chin. Pekin zaapelował do krajowych firm o zawieszenie nowych kontraktów eksportowych i próbę anulowania już zakontraktowanych dostaw. Jeśli te informacje się potwierdzą, regionalne rynki czeka drastyczny deficyt. Chiny są bowiem jednym z niewielu graczy dysponujących wolnymi mocami przerobowymi i dużymi rezerwami surowca.

Dlaczego brakuje właśnie „środka baryłki”?

Kluczem do zrozumienia skali problemu jest rodzaj ropy płynącej z Bliskiego Wschodu. Jest to głównie ropa średniokwaśna, idealna do produkcji tzw. średnich destylatów, czyli oleju napędowego i nafty lotniczej.

  • Alternatywne dostawy z Afryki czy Ameryki Południowej to zazwyczaj ropa lekka.
  • Z lekkiej ropy uzyskuje się więcej benzyny, a znacznie mniej paliwa lotniczego.
  • Nawet przy pełnej wydajności pracy rafinerii, struktura produkcji nie zaspokoi popytu na paliwo do odrzutowców.

Widmo stagflacji i uderzenie w portfele.

Marża zysku z produkcji oleju napędowego w Singapurze wzrosła o ponad 30% w jeden dzień, osiągając poziomy nienotowane od początku inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Mechanizm przenoszenia tych kosztów na konsumentów jest nieubłagany.

Wzrost cen paliw na rynkach spot błyskawicznie przełoży się na ceny detaliczne w krajach azjatyckich i europejskich. Efekt domina jest łatwy do przewidzenia:

  1. Gwałtowny skok inflacji transportowej i towarowej.
  2. Ograniczenie wydatków konsumenckich przez ubożejące społeczeństwa.
  3. Presja na banki centralne, które mogą zostać zmuszone do podniesienia stóp procentowych w celu ratowania walut.

Nawet jeśli konflikt w Cieśninie Ormuz zostanie rozwiązany w najbliższych tygodniach zakłócenia w łańcuchu dostaw są tak głębokie, że ich wyrównanie zajmie miesiące, a wysokie ceny zdążą w tym czasie na stałe wpisać się w arkusze kalkulacyjne światowej gospodarki.

Autor: Kamil Bednarczyk

Źródło: Reuters

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *