Karol Nawrocki blokuje regulacje rynku kryptowalut.
Prezydent Karol Nawrocki po raz drugi w ciągu zaledwie kilku miesięcy wyrzucił do kosza ustawę o rynku kryptoaktywów. Choć rząd przekonuje, że nowe przepisy to konieczność wynikająca z unijnego rozporządzenia MiCA i bezpieczeństwa Polaków, głowa państwa pozostaje nieugięta. Na horyzoncie widać narastający konflikt na linii rząd-prezydent w obszarze finansów cyfrowych.
Drugie starcie o nadzór nad krypto.
W czwartek, 12 lutego 2026 roku, prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o ponownym zawetowaniu ustawy o rynku kryptoaktywów. To niemal powtórka z listopada ubiegłego roku, kiedy to podobny projekt został odrzucony z powodu „nadmiernych i nieproporcjonalnych” rozwiązań.
Mimo że nowa wersja dokumentu zawierała ustępstwa – m.in. w kwestii obniżenia opłat nadzorczych – prezydent nie zmienił zdania.
Co miało się zmienić? Kluczowe założenia ustawy.
Rządowy projekt miał być rewolucją w zakresie bezpieczeństwa inwestorów indywidualnych. Główne filary ustawy to:
- Supermoce KNF: Komisja Nadzoru Finansowego miała zyskać prawo do natychmiastowego wstrzymywania ofert publicznych kryptowalut w przypadku podejrzenia oszustwa.
- Blokowanie domen: Możliwość wpisywania nieuczciwych giełd i serwisów na „czarną listę”, co odcięłoby oszustów od polskich klientów.
- Surowe kary: Za emisję tokenów bez zgłoszenia do KNF przewidziano grzywny sięgające nawet 10 mln zł.
- Dostosowanie do MiCA: Ustawa miała wprowadzić w Polsce unijne standardy regulujące rynek aktywów cyfrowych.
Spór o pieniądze i „dokręcanie śruby”.
Jednym z głównych punktów zapalnych w poprzedniej wersji ustawy były koszty nadzoru. W nowym projekcie Sejm poszedł na rękę branży:
Maksymalną opłatę za nadzór obniżono z proponowanych przez rząd 0,4% do 0,1% przychodów.
Ministerstwo Finansów zapewniało dodatkowo, że w pierwszym roku działalności daniny nie będą pobierane, a ich ostateczna wysokość zależałaby od realnych wydatków KNF. Dla prezydenta Nawrockiego zmiany te okazały się jednak niewystarczające.
Dlaczego prezydent mówi „weto”?
Argumentacja Pałacu pozostaje spójna z tą z listopada. Prezydent uważa, że:
- Przepisy są niejednoznaczne.
- Zaproponowane narzędzia nadzorcze są nieproporcjonalne do skali rynku.
- Istnieje ryzyko nadmiernego obciążenia rodzimego sektora fintech, co może zdusić innowacje.
Co to oznacza dla rynku?
Brak podpisu prezydenta oznacza, że Polska pozostaje w legislacyjnej „szarej strefie” w kontekście pełnego wdrożenia rozporządzenia MiCA. Dla inwestorów to sygnał, że na profesjonalną ochronę ze strony państwa i KNF będą musieli jeszcze poczekać. Z kolei dla firm z branży krypto to chwila oddechu od nowych opłat, ale też utrzymująca się niepewność prawna.
Autor: Kamil Bednarczyk
Źródło: PAP












