Pułapka na metrażu. Prezes UOKiK stawia zarzuty deweloperom za „szantaż cenowy”.
„Dopłać kilkadziesiąt tysięcy albo zapomnij o kluczach” – tak w skrócie można opisać rzeczywistość, z którą musieli zmierzyć się klienci trzech firm deweloperskich. Prezes UOKiK, Tomasz Chróstny, postawił oficjalne zarzuty spółkom Idea-Inwest, M2R oraz Jelbud. Urząd podejrzewa, że przedsiębiorcy stosowali agresywne praktyki rynkowe, wykorzystując strach nabywców przed utratą dorobku życia.
Zakup mieszkania to dla większości Polaków najważniejsza decyzja finansowa w życiu, często wiążąca się z kredytem na 30 lat. Wykorzystanie tej zależności do wymuszania zmian w podpisanych już umowach to, zdaniem UOKiK, drastyczne naruszenie zbiorowych interesów konsumentów.
Aneks pod przymusem? Mechanizm „propozycji nie do odrzucenia”.
Głównym punktem zapalnym w sprawach spółek Idea-Inwest (szczecińska inwestycja Sky Garden) oraz M2R (Levityn Apartamenty w Pabianicach) były pisma wysyłane do klientów po zawarciu umów deweloperskich. Deweloperzy uzależniali przeniesienie własności lokalu od podpisania aneksów podwyższających cenę.
Argumentacja firm była uderzająca: jeśli klient nie dopłaci, sprawa trafi do sądu, a brak dodatkowych funduszy rzekomo zagrażałby bezpieczeństwu całej inwestycji. Nabywcy, którzy wpłacili już setki tysięcy złotych, zostali postawieni pod ścianą. Według UOKiK, takie działanie mogło stanowić formę niedopuszczalnego nacisku, drastycznie ograniczając swobodę decyzji konsumenta.
Karpacz: Rezygnacja z roszczeń w zamian za mieszkanie.
Jeszcze inny model presji miał stosować deweloper Jelbud – Charłampowicz, Kusz przy inwestycji w Karpaczu. Tutaj klienci zmagali się z ogromnymi opóźnieniami – niektórzy czekali na swoje lokale nawet dwa lata. Zamiast rekompensaty, otrzymali jednak… ofertę zwolnienia spółki z długu.
Deweloper sugerował, że jeśli klienci zaczną dochodzić należnych im kar umownych, firma ogłosi upadłość lub wejdzie w restrukturyzację. W efekcie nabywcy, bojąc się, że zostaną z niczym, rezygnowali z przysługujących im praw.
– Wizja złej kondycji finansowej dewelopera czy nieukończenia inwestycji mogła skłonić wielu nabywców do akceptacji niekorzystnych warunków wyłącznie z obawy przed utratą dachu nad głową – podkreśla Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.
Co grozi deweloperom i jak mogą bronić się klienci?
Postępowania wszczęte przez Urząd mogą zakończyć się surowymi karami finansowymi – do 10% rocznego obrotu przedsiębiorcy. To sygnał dla całego rynku, że „kreatywna księgowość” kosztem konsumenta nie będzie tolerowana.
Warto pamiętać o kluczowych zasadach ochrony:
- Umowa deweloperska jest wiążąca: Deweloper nie może jednostronnie zmienić ceny bez wyraźnej klauzuli waloryzacyjnej zawartej w pierwotnym kontrakcie.
- Kary umowne to prawo, nie przywilej: Opóźnienia w oddaniu lokalu dają nabywcy prawo do odszkodowania, którego zrzeczenie się powinno być dobrowolne, a nie wymuszone szantażem.
- Wpis do księgi wieczystej: Roszczenie o przeniesienie własności jest chronione wpisem w księdze wieczystej nieruchomości, co utrudnia deweloperowi „ucieczkę” z inwestycją.
Obecnie Urząd analizuje zebrany materiał dowodowy, w tym skargi od oszukanych lokatorów. Finał spraw wyznaczy nowe standardy bezpieczeństwa na polskim rynku nieruchomości, który w ostatnich latach zmaga się z rosnącymi kosztami materiałów, co niektórzy deweloperzy próbują bezprawnie przerzucać na barki klientów.
Autor: Kamil Bednarczyk
Źródło: UOKiK











