Legia Warszawa w rundzie wiosennej ciągle bez zwycięstwa?
Miał być marsz po mistrzostwo, jest drżenie o ligowy byt. Podczas gdy Warszawa stroi się w czerwone serduszka, kibice z Łazienkowskiej przeżywają najgorszy miłosny zawód od dekad. Sytuacja w tabeli jest bezlitosna: Legia Warszawa 14 lutego budzi się w strefie spadkowej.
Warszawa przeżywa dziś oblężenie kwiaciarni i restauracji, ale na styku Śródmieścia i Czerniakowa nastroje są grobowe. Po wczorajszym, wymęczonym remisie 1:1 z GKS-em Katowice, stało się jasne – „efekt nowej miłości” do trenera Marka Papszuna wyparował szybciej niż lód na tafli pod Pałacem Kultury.
Liczby, które bolą.
Spojrzenie w tabelę PKO BP Ekstraklasy dla fanów „Wojskowych” jest jak czytanie bolesnego SMS-a od byłej. Stan na 14 lutego 2026 roku wygląda następująco:
- Miejsce: 16. (Strefa spadkowa).
- Punkty: 21 (tyle samo co zamykająca tabelę Stal Mielec).
- Seria: 12 meczów bez zwycięstwa (najgorszy wynik w historii klubu!).
- Bilans bramkowy: 23:26.
Zamiast walki o europejskie puchary, stolica musi oswoić się z myślą, że największy klub w kraju realnie bije się o to, by za rok nie jeździć na mecze do Niecieczy czy Głogowa.
Klątwa „Papshuna” czy brak chemii?
Zatrudnienie Marka Papszuna miało być lekiem na całe zło. Architekt sukcesów Rakowa Częstochowa miał wprowadzić w szatni Legii rządy twardej ręki i żelazną taktykę. Tymczasem runda wiosenna to pasmo rozczarowań:
- Porażka u siebie z Koroną Kielce (1:2) – gdzie trybuny po raz pierwszy tak głośno wyraziły swoją frustrację.
- Remis z Arką Gdynia (2:2) – wyszarpany w ostatnich minutach.
- Wczorajszy podział punktów w Katowicach – mecz, który Legia powinna wygrać, by złapać oddech, a w którym momentami wyglądała na zespół zagubiony.
Co dalej? „Mecz o życie” na horyzoncie.
Dla kibiców Legii tegoroczne Walentynki to dzień refleksji nad lojalnością. „Na dobre i na złe” nabiera teraz dosłownego znaczenia. W kuluarach mówi się, że kredyt zaufania do zarządu i sztabu wyczerpuje się z każdą minutą.
Już za tydzień, 21 lutego, Legię czeka starcie przy Łazienkowskiej z Wisłą Płock. Jeśli i tym razem nie uda się przełamać fatalnej serii, przy Łazienkowskiej może dojść do trzęsienia ziemi, przy którym dzisiejsze korki w centrum Warszawy będą tylko drobną niedogodnością.
A Wy? Wierzycie jeszcze w odrodzenie „Wojskowych”, czy tegoroczny spadek staje się realnym scenariuszem? Dajcie znać w komentarzach.
Autor: Kamil Bednarczyk












